Zawsze porusza mnie scena z Ewangelii o kobiecie przyłapanej na grzechu. Tłum gotowy do osądu. Kamienie w dłoniach. Jedno słowo wystarczyłoby, by jej życie się skończyło.
A Jezus robi coś zupełnie innego. Najpierw milczy. Potem podnosi ją z ziemi i mówi: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej”.
To zdanie wraca do mnie szczególnie wtedy, gdy myślę o spowiedzi świętej. Bo konfesjonał jest dla mnie właśnie takim miejscem. Miejscem, w którym staję jak ta kobieta – bez usprawiedliwień, bez tłumaczeń, bez masek. Tam nie muszę udawać silnej, dobrej, poukładanej. Tam staję taka, jaka jestem. Ze swoimi słabościami. Z zaniedbaniami. Z grzechami, które powtarzają się zbyt często. Z tym wszystkim, co boli i czego się wstydzę.
Staję przed Jezusem. On mnie zna. Wie o mnie wszystko, więcej niż ja sama. Wie, gdzie upadam. Wie, z czym walczę. Wie, ile razy obiecywałam poprawę, a jednak nie odwraca wzroku.
Ale Jezus niczego nie robi na siłę. Nie zmusza do miłości. Nie narzuca przebaczenia. Dlatego muszę przyjść. Muszę poprosić. Muszę wypowiedzieć „przepraszam”. To jest mój krok. A kiedy go zrobię, On w sakramencie pokuty i pojednania robi swój. Przebacza wszystko. Naprawdę wszystko. Nie wraca do przeszłości. Nie wypomina. Nie wylicza.
I mówi dokładnie to samo, co wtedy do tamtej kobiety: „Idź i nie grzesz więcej”. W tych słowach nie ma groźby. Jest nadzieja. Jest wiara w to, że mogę zacząć od nowa. Że nie jestem sumą swoich upadków. Że mogę wstać.
Spowiedź nie jest upokorzeniem. Jest podniesieniem z ziemi. Jest spotkaniem z Miłością, która zna prawdę o mnie i mimo to mnie nie przekreśla.
I może właśnie dlatego za każdym razem, wychodząc z konfesjonału, czuję się lżejsza. Bo wiem, że znów zostałam podniesiona. I znów usłyszałam: „Idź, zacznij od nowa”.
Czas Wielkiego Postu daje nam ku temu szczególną okazję. Warto dobrze przygotować się do spowiedzi. Zatrzymać się, spojrzeć w serce i pozwolić Jezusowi powiedzieć właśnie te słowa: „Zacznij od nowa”.
Bo On zawsze czeka. I zawsze daje kolejną szansę.
Sara